Kilka tygodni po tym, jak radni Rogoźna po raz drugi odrzucili petycję mieszkańców o transmitowanie i udostępnianie obrad komisji, w sali pojawiła się kamera kupiona prywatnie.

Sprzęt sfinansowali wspólnie radny Marcin Bukowski i mieszkaniec Rogoźna Piotr Ratajczak. Zapowiadają, że nagrania i transmisje będą trafiać do mediów społecznościowych. To wywołało nerwowe reakcje części samorządowców, a w tle wraca pytanie, które pada dziś w wielu gminach: czy obywatel albo radny może nagrywać komisję i publikować materiał?
Jawność komisji to nie „uprzejmość” rady
Punktem wyjścia jest zasada jawności działania organów gminy. Ustawa o samorządzie gminnym wprost wskazuje, że jawność obejmuje m.in. prawo wstępu nie tylko na sesje rady, ale też na posiedzenia jej komisji. To ważne, bo skoro posiedzenie jest jawne i dostępne dla mieszkańców, samo rejestrowanie przebiegu obrad co do zasady mieści się w praktycznym wykonywaniu prawa do informacji o działalności władzy publicznej, wynikającego również z Konstytucji i standardów opisywanych przez Urząd Ochrony Danych Osobowych.
Inaczej mówiąc: rada nie „daje” jawności w prezencie – ona z niej wynika. I dlatego pomysł, by komisja głosowała, czy kamera „ma być”, wygląda jak próba stworzenia dodatkowej bariery tam, gdzie ustawodawca postawił zasadę dostępu.
Nagrywanie sesji jest obowiązkowe, komisji – nie. Ale zakazu też nie ma!
Od kilku lat gminy mają ustawowy obowiązek transmitowania i utrwalania obrad rady (sesji) oraz udostępniania nagrań, m.in. w BIP. Ten obowiązek nie został wprost rozszerzony na komisje, co potwierdzają analizy i komentarze prawne.
To jednak nie oznacza, że komisji nagrywać nie wolno. Oznacza tylko tyle, że gmina nie ma ustawowego przymusu prowadzenia transmisji z komisji „z urzędu”. Co do działań osób uczestniczących w posiedzeniu, w praktyce kluczowe jest to, czy posiedzenie jest jawne i czy nagrywanie nie narusza porządku obrad oraz przepisów o ochronie danych.
RODO nie blokuje kamery, ale wymusza rozsądek
W przywołanej w Rogoźnie dyskusji sekretarz gminy Blanka Gaździak przedstawiła stanowisko Urzędu Ochrony Danych Osobowych w sprawie rejestrowania pracy radnych. W istocie UODO wielokrotnie podkreślał, że prawo do informacji publicznej i jawność działania organów władzy publicznej mają rangę konstytucyjną, a dostęp obejmuje także możliwość zapoznania się z transmisją obrad.
Jednocześnie RODO nie znika. Kamera włączona na komisji może „łapać” wizerunek i głos osób, a to są dane osobowe. W przypadku radnych, burmistrza czy urzędników, którzy wypowiadają się w ramach pełnienia funkcji publicznych, publikacja nagrania zwykle ma mocne uzasadnienie w interesie publicznym i jawności.
Problem zaczyna się tam, gdy na komisji pojawiają się osoby prywatne, wrażliwe sprawy i dane, których ujawniać nie wolno (np. informacje ze skarg, dane zdrowotne, sytuacja rodzinna). W takich sytuacjach przewodniczący komisji ma prawo reagować: prosić o niewyłapywanie publiczności w kadrze, o wyciszenie fragmentu, a w skrajnych przypadkach – doprowadzić do ograniczenia jawności w zakresie przewidzianym ustawami, jeśli są ku temu podstawy.
To w praktyce tłumaczy stanowisko wiceprzewodniczącego komisji skarg, wniosków i petycji Romana Kinacha, który – jak wynika z relacji – nie sprzeciwia się transmisjom innych komisji, ale przy tej konkretnej byłby „bardziej wstrzemięźliwy”, bo dotyczą jej „sprawy bardziej wrażliwe”.
Jak zareagowali radni i burmistrz?
Kamera pojawiła się wczoraj na komisji skarg, petycji i wniosków i od razu wzbudziła sprzeciw części radnych. Według Marcina Bukowskiego padł nawet pomysł głosowania, czy urządzenie może stać w sali. Radny mówi też, że obecność kamery zmienia atmosferę: dyskusje robią się mniej swobodne, czasem mniej agresywne.
Burmistrz Łukasz Zaranek dystansuje się od samej inicjatywy, podkreślając, że to działanie radnych i mieszkańca, a nie urzędu. Zwraca jednak uwagę na ryzyko „planu zdjęciowego” i ucieczki w widowisko. Jednocześnie dopuszcza pozytywny efekt: kamera może wymusić większą merytoryczność i ograniczyć „bicie piany” – jak to ujął.
Werdykt: legalne, ale nie „na dziko”
Samo nagrywanie jawnego posiedzenia komisji i publikowanie materiału jest co do zasady dopuszczalne – zwłaszcza gdy dotyczy wypowiedzi osób publicznych wykonujących mandat i funkcję. Spór nie jest więc o to, czy „wolno nagrywać”, tylko o to, jak nagrywać, by nie naruszyć praw osób trzecich i nie ujawniać danych wrażliwych. Tam, gdzie komisja zajmuje się skargami i osobistymi sprawami mieszkańców, ostrożność nie jest fanaberią – to wymóg praktyki i prawa.
Kamera może stać, ale jej operator musi wiedzieć, że jawność nie jest równoznaczna z prawem do publikowania wszystkiego, co akurat wpadnie w obiektyw.

