Burmistrz Wągrowca Alicja Trytt wraca do pomysłu nocnej prohibicji. Takie rozwiązanie poparło w prowadzonych konsultacjach miejskich zaledwie 36 osób.

Projekt uchwały zakłada zakaz sprzedaży napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia poza miejscem sprzedaży w godzinach od 22:00 do 6:00 na terenie całego miasta.
W teorii to proste narzędzie: ograniczyć dostępność „alkoholu na wynos” w nocy. W praktyce to regulacja, która uderza w działające sklepy, a jednocześnie nie daje pewności, że realnie rozwiąże problem, na który powołuje się ratusz.
Największy zgrzyt zaczyna się tam, gdzie urząd próbuje domknąć temat społecznego poparcia
Z dokumentów wynika, że konsultacje przeprowadzono w terminie 27 listopada – 11 grudnia 2025 r., a udział wzięło w nich zaledwie 40 osób. Wśród ankietowanych 36 opowiedziało się „ZA”, 2 były „PRZECIW”, 2 wskazały odpowiedź „TRUDNO POWIEDZIEĆ”. W mieście liczącym ponad 23 tysięcy mieszkańców taka próba wygląda jak alibi, nie jak głos wspólnoty.
KONSULTACJE: 40 osób na 23 609 mieszkańców to ok. 0,17%
Uzasadnienie projektu miesza kilka wątków, ale kończy się jednym rozwiązaniem. Urząd podaje, że na koniec 2024 r. w Wągrowcu miało funkcjonować 89 punktów sprzedaży alkoholu, a wartość sprzedaży w 2024 r. sięgnęła niemal 47 mln zł.
Pojawiają się też odniesienia do interwencji policji i zdarzeń w porze nocnej. Tyle że z samych liczb o obrocie i liczbie zezwoleń nie wynika automatycznie, że akurat zakaz 22:00–6:00 jest środkiem proporcjonalnym i skutecznym.
To, co urząd pokazuje w uzasadnieniu, bardziej przypomina zbiór argumentów „na wszelki wypadek” niż spójną diagnozę: gdzie dokładnie jest problem, w jakich miejscach, w jakich godzinach, jakie zdarzenia są powiązane z zakupem „na wynos”, a jakie z piciem w lokalach albo w plenerze?
Oczywiście Rada ma ustawowe narzędzie, by takie ograniczenie wprowadzić. Art. 12 ust. 4 ustawy o wychowaniu w trzeźwości przewiduje możliwość ustalenia ograniczeń nocnej sprzedaży między 22:00 a 6:00. Ale orzecznictwo i praktyka nadzorcza od lat idą w jednym kierunku: gmina nie ma tu wolnej ręki „bo tak”, a cel i powód uchwały muszą być jasno wykazane, bo w grę wchodzi ograniczenie swobody działalności gospodarczej.
W tym kontekście Wągrowiec wybiera rozwiązanie najłatwiejsze politycznie, a niekoniecznie najbardziej trafne
Zakaz obejmie całe miasto i wszystkich sprzedawców detalicznych, niezależnie od tego, czy problem faktycznie dotyczy ich punktów. Jeżeli źródłem nocnych awantur są konkretne miejsca i stałe schematy, narzędzie powinno być precyzyjne: wzmacnianie patroli w newralgicznych godzinach, egzekwowanie przepisów o zakłócaniu porządku, kontrola punktów, które łamią warunki zezwoleń, ograniczanie liczby zezwoleń tam, gdzie rzeczywiście jest ich nadmiar. Projekt uchwały idzie w stronę odpowiedzialności zbiorowej: zakaz dla wszystkich, z obietnicą, że „może pomoże”.
Jest jeszcze druga, nieprzyjemna prawda o takich zakazach: część osób kupi alkohol wcześniej i zrobi zapas, część przeniesie zakupy poza granice miasta, a część zacznie kombinować poza legalnym obiegiem. Skutek może być więc bardziej statystyczny niż realny: mniej nocnych zakupów w sklepach, ale niekoniecznie mniej nocnych problemów.
Najbardziej uderza jednak standard konsultacji
Jeśli ratusz chce sięgać po rozwiązania, które wprost ingerują w funkcjonowanie biznesu i codzienne życie mieszkańców, powinien umieć je obronić nie tylko formalnie, ale i społecznie: szeroką informacją, realnym dotarciem do mieszkańców, debatą, a potem twardym monitoringiem skutków po wdrożeniu.
Tymczasem miasto pokazuje 40 głosów i uzasadnienie sklejone z kilku kategorii danych, po czym prosi radnych o zgodę na wprowadzenie zakazu dla całego Wągrowca.
My zrobiliśmy swoją sondę, która pokazuje zupełnie coś innego. W konsultacjach miejskich, które trwały blisko 2 tygodnie wypowiedziało się 40 osób.
Zapytaliśmy was o wprowadzenie prohibicji. W zaledwie kilka godzin do godziny 08:23 (23.01.2026) zagłosowały 302 osoby. Wyniki prezentujemy na grafice.




