Maria Pawlicka trafiła do Przychodni Medycyny Rodzinnej FALCO w Skokach z dusznościami, bólem gardła i problemami z mową. Wcześniej odmówiono jej pomocy w przychodni w Ryczywole.
- Duszności jakie mnie dopadły były tak duże, że bez fachowej pomocy mogłam umrzeć. Ból gardła był ogromny, miałam też problemy z mową. Pojechałam do przychodni w Ryczywole, jednak tam odmówiono mi pomocy, trafiłam do Przychodni Medycyny Rodzinnej FALCO w Skokach. Dyżur pełnił lekarz Marcin Sokół, to właśnie on uratował mi życie - wspomina dramatyczne chwile Maria Pawlicka.
Lekarz w skockiej przychodni bardzo szybko przeprowadził badania i zlecił pielęgniarce podanie zastrzyków. Przez cały czas obserwował pacjentkę, jednak podane leki nie pomagały.
- Duszności nie ustawały, czułam się fatalnie. Zapadła decyzja, że trafię do szpitala - tłumaczy pacjentka.
Lekarz wezwał karetkę pogotowia, która przetransportowała Marię Pawlicką do szpitala w Wągrowcu. Kobieta trafiła na Szpitalny Oddział Ratunkowy, jednak jej stan się pogarszał, konieczne było przewiezienie pacjentki do szpitala w Pile.
Kobietę udało się uratować. Maria Pawlicka za naszym pośrednictwem pragnie podziękować wszystkim osobom, które spotkała tego dnia na swojej drodze.
- Chciałam podziękować wszystkim, którzy uratowali mi dwa dni temu życie. Największą pracę wykonał lekarz Marcin Sokół, dzięki któremu trafiłam do szpitala w Wągrowcu. To on i jego decyzja uratowała mi życie. Swoje podziękowania kieruję również do pań pielęgniarek pracujących w skockiej przychodni, do załogi karetki pogotowia oraz do całego personelu szpitalnego w Wągrowcu i Pile. To dzięki zaangażowaniu tych wszystkich osób żyję a mój stan się poprawia. Dziękuję.