Niedzielne przedpołudnie nad jeziorem Budziszewskim w Grzybowie (Miasto i Gmina Skoki) nie było spacerem „po tafli”.

Strażacy ochotnicy z OSP Skoki wykorzystali zimową aurę, by przeprowadzić ćwiczenia wodno-lodowe – te, które w realnym zdarzeniu decydują o tym, czy ratownik działa szybko i bezpiecznie, czy ryzyko zaczyna rosnąć z każdą minutą.
Scenariusz był prosty, ale wymagający. Druhowie trenowali podejmowanie poszkodowanego z wody z użyciem deski ortopedycznej. To rozwiązanie, które pozwala stabilnie wydobyć osobę i ograniczyć dodatkowe urazy, zwłaszcza gdy liczą się sekundy, a warunki są dalekie od komfortowych. W planie znalazły się też techniki samoratowania – kluczowe przy działaniach na zamarzniętych akwenach, gdzie kruchość lodu potrafi zaskoczyć nawet tych, którzy czują się pewnie.
Ważny jest jeszcze jeden element, często pomijany w krótkich komunikatach: ćwiczenia odbyły się w prywatnym czasie strażaków. Bez etatowej „zmiany”, bez godzin służbowych – za to z myślą o tym, by w sytuacji zagrożenia działać skutecznie i nie dokładać do akcji kolejnego poszkodowanego.
Na koniec strażacy przekazali jasny apel do mieszkańców i osób korzystających z akwenów: zachować szczególną ostrożność. Lód, nawet jeśli wygląda solidnie, wciąż może być niebezpieczny.
Zimowa tafla bywa zdradliwa – i właśnie dlatego takie treningi są potrzebne: żeby ratownicy byli gotowi, a inni nie musieli sprawdzać na sobie, jak szybko „pewny lód” potrafi stać się pułapką.


