W tym roku Mikołajki na Rynku w Wągrowcu zorganizowane przez burmistrza Jarosława Berendta, zamiast radości przyniosły mieszkańcom rozczarowanie i złość.
Najmłodsi uczestnicy, oczekujący na spotkanie z Mikołajem, zostali zmuszeni do zmierzenia się z gorzkim zawodem. Według relacji świadków Mikołaj dysponował zaledwie dwoma koszykami cukierków, co okazało się niewystarczające dla licznie zgromadzonych dzieci.
- Dzieci płakały, bo nie starczyło dla nich słodyczy. Moja trzyletnia wnuczka nawet zapytała, czy była niegrzeczna, skoro nie dostała cukierka od Mikołaja — relacjonuje jeden z dziadków, pan Andrzej.
Pan Andrzej wyraził też swoje rozczarowanie, zauważając, że Mikołaj miał zaledwie 1,5-2 kg cukierków dla wszystkich zebranych dzieci.
- Widziałem łzy w oczach dzieci. Gdybym wiedział, sam bym kupił cukierki, aby zobaczyć ich uśmiechy — dodał.
Wiele kontrowersji wzbudziło również zachowanie burmistrza Berendta, który po wręczeniu dyplomów za łańcuchy choinkowe, szybko opuścił Rynek, zostawiając zmarznięte i zawiedzione dzieci. Mieszkańcy zarzucają mu brak empatii i skupienie na promocji własnej osoby.
- Trzeba było tam być i widzieć łzy w tych małych oczkach — mówi jeden z obecnych na Rynku.
Krytyka dotyczy również wydatków publicznych burmistrza, które zdaniem wielu mieszkańców powinny być lepiej dostosowane do potrzeb społeczności, szczególnie najmłodszych. To wydarzenie pokazuje, że poza własną promocją dla Berendta nie liczy się nikt i nic. Słychać głosy, że to najgorszy włodarz w historii wągrowieckiego samorządu.